Losowy tekscik:



- Dzwoniłam, jak przyszłam do domu. Nie odebrał.
- Spróbujmy jeszcze raz – Marta podała córce komórkę. Sama nie potrafiłaby zadzwonić, chociaż tęskniła za głosem Piotra, za mocnym objęciem jego ramion, za spokojem, który kiedyś przy nim odczuwała. Kiedyś.
Usłyszał melodyjkę komórki. Spojrzał na wyświetlacz. Marta. Poczuł wzruszenie i czułość. Zadzwoniła. Wszystko będzie dobrze.
- Cześć, Marto
- To ja, tatuś – usłyszał głos Joasi. – Tak strasznie długo cię nie ma.
- Przepraszam, kochanie, powinienem był zadzwonić. Miałem spotkanie, które się przeciągnęło.
Rzezywiście, idioto, miałeś spotkanie, które się przeciągnęło, co nie zmienia faktu, że oszukujesz dziecko.
- Zaraz wracam – dodał i rozłączył się.
Spojrzał na połączenia nieodebrane. Joasia dzwoniła, kiedy on zaczynał kochać się z Magdą.
- Tata zaraz wraca – usłyszała drżący głos Joasi..
Chociaż sama roztrzęsiona, zdawała sobie sprawę, chociaż każda cząsteczka organizmu buntowała się, że nigdy nie zazna spełnienia. Musiał jednak wiedzieć, jak czuje się kobieta, na temat której składał zeznania. Doskonale rozumiał, że to, co mówił, nie pomogło Marcie. Wylał frustrację przed Aneą, ale to nie zmieniało faktu, że Marta znajdowała się w potrzasku. Musiał ją zobaczyć, musiał usłyszeć jej głos, musiał... nie mógł. Wiedział, że nie zgodzi się z nim spotkać, a gdyby się zgodziła, mogłoby to jej bardzo zaszkodzić w toczącej się sprawie. Znów usiadł do komputera i napisał wiadomość na trzy strony. Naciskał „wyślij”, kiedy na moment wyłączyli prąd. To był znak. Nie mógł się z nią komunikować. Nie ze względu na Martę. Nie mógł jednak rozmawiać szcerze z tą kobietą, to oznaczałoby świętokradztwo.
- Chciałem się z nią spotykał?
- Nie.
- Dziękuję, nie mam więcej pytań.